proces_opt

DLACZEGO WARTO…marzyć rozsądnie

Większość ludzi, która przekroczyła 25 rok życia (nie mówiąc już o 30. czy 40.), zdaje sobie sprawę ze smutnego faktu, że ludzka egzystencja na tym „najlepszym ze światów” (sformułowanie za Leibnitzem, nie ja to wymyśliłem, niestety), nieuchronnie wiąże się z doświadczeniem rozczarowania. Nie tak, że w ogóle świat jest do kitu. To byłoby zbyt proste. Raczej chodzi o to, że od czasu do czasu zdarza się coś, co nie pasuje do z góry założonego planu. Komplikuje go. Zdarza się również, że natężenie czynników niesprzyjających staje się nieznośnie bolesne. Inspirujący się stoikami westchną wtedy „a miało być tak pięknie”, wielbiciele zielonego curry będą mamrotać o karmie, pozostali zaklną pod nosem. I gdy następnym razem przyjdzie im układać plan, będą jak mantrę powtarzali „tym razem musi się udać”.

Ninja

Kojarzy mi się to z dowcipem, który opowiedział mi ostatnio mój syn. Był sobie bardzo szeroki kanion, którego nikt jeszcze nie przeskoczył. I pewnego razu przyszedł tam Ninja i pomyślał: „Skoro nikt do tej pory go nie przeskoczył, to ja tego dokonam”. Rozpędził się, odbił… ale miał za mało sił i nie doleciawszy nawet do połowy, spadł. Następnego dnia przyszedł NinjaNinja i pomyślał: „skoro Ninjy się nie udało, to mnie się uda”. Rozpędził się, odbił, ale nie doleciawszy do drugiej krawędzi, spadł na dno. Trzeciego dnia przyszedł sam niepokonany NinjaNinjaNinja i powiedział sobie „skoro ani Ninjy, ani NinjyNinjy się nie udało, to mnie się uda”. Rozpędził się, odbił od krawędzi, skoczył… ale przelatujący ptak go zdekoncentrował i spadł na dno z hukiem. Następnego dnia nad kanion przyszedł Krzysztof Tyniec (nie pytajcie skąd on się wziął w tej historii) i powiada: „skoro ani Ninjy, ani NinjyNinjy, ani samemu Wielkiemu Niepokonanemu NinjyNinjyNinjy się nie udało, to mi też się nie uda”. I wrócił sobie do domu.

„Wszechświat Ci sprzyja”

Wiele napisano na temat siły wizualizacji, pozytywnego myślenia, „wszechświat Ci sprzyja” itd. Zapewne niektórych to inspiruje do zmiany, albo skakania przez kaniony.  Jednak psycholodzy znaleźli całkiem sporą łyżkę dziegciu w beczce „motywacyjnego” miodu. W mającym już prawie 4 lata badaniu dotyczącym pozytywnego fantazjowania, poproszono studentów, aby zapisali sobie zadania na najbliższy tydzień. Potem część z nich poproszono o to, by wyobrazili sobie, że wszystko w ciągu najbliższego tygodnia poszło wspaniale, wręcz najlepiej jak mogło. Druga część poproszona została o zapisanie wszystkich swoich myśli i odczuć na temat nadchodzącego tygodnia i oczekujących zadań. Okazało się, że studenci, którzy uruchomili „super pozytywne fantazje” nie tylko czuli mniejszą energię i motywację do działania niż grupa kontrolna, ale także zrealizowali mniej zadań ze swej listy w ciągu owego tygodnia, niż studenci z drugiej grupy.

Nie jest to może nic odkrywczego – rzeczy dzieją się od działania, nie od marzenia o nich. Jednak badanie to i im pokrewne pokazuje, że nadmierne pozytywne „odloty” w marzenia nie tylko nie pomagają, ale wręcz szkodzą. Dzieje się tak m.in. dlatego, że nasz umysł oszukuje się – podczas snucia pozytywnych wizji wchodzimy w stan, w którym czujemy się tak, jakbyśmy już osiągnęli cel. A tymczasem on wciąż jest przed nami. Nie dość, że nasz umysł i ciało przechodzą przez stan mobilizacji do spoczynku po wykonanej pracy, to jeszcze potem doświadczamy rozczarowania, że to jednak się nie wydarzyło. Tak jakby ktoś obudził się w lepiance ze snu, w którym był milionerem.

Krytycy pozytywnego myślenia doradzają żeby skupiać się na tym, co jest „rzeczywiste”, a więc na problemach i przeszkodach. W końcu one są jedyną pewną na tym świecie rzeczą… Za Murphym powtarzają: jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie. Jednak eksperymenty pokazują, że taki sposób myślenia o przyszłości daje równie złe rezultaty jak nadmierny optymizm, choć może uratować życie, gdy przyjdzie nam do głowy skakać przez kanion.

Kontrastowanie

Autorki cytowanego powyżej badania przetestowały empirycznie (na studentach, a jakże) inne rozwiązanie, którego bogactwo polega na skojarzeniu obu perspektyw: pesymisty i optymisty.

  1. Uruchom wyobraźnię. Pozwól sobie na marzenia. Pomyśl jak to będzie, gdy marzenie się spełni, cel zostanie osiągnięty?
  2. W drugim kroku pomyśl o przeszkodach. O tym co może Cię powstrzymać. Znajdź rozwiązania. Pomyśl: co może Ci pomóc je pokonać?

Powyższa metoda nazwana „kontrastowaniem” przynosi mierzalne w badaniach rezultaty. Jak piszą autorki: „jeśli cele są realistyczne i właściwie sformułowane, efektem jest większa motywacja i energia do działania, a w efekcie osoby osiągają lepsze rezultaty niż tzw. pesymiści lub optymiści”. Stosowne badania przeprowadzono na osobach starających się zadbać o aktywność fizyczną lub bardziej odpowiednią dietę.

Dobrze poinformowany optymista nie będzie snuł pozytywnych fantazji i infantylnie „nakręcał się na pozytywną wizję” i że „jest zwycięzcą”. Będzie nim, jeśli dobrze zaplanuje realistyczny, zależny od siebie cel, będzie wiedział, jak do niego dojść, zaplanuje pozyskanie wszystkich niezbędnych zasobów, przygotuje się na przeszkody (te do przewidzenia) i zaplanuje sposoby zmiany strategii działania, na wypadek gdyby działania nie szły zgodnie z planem.

W praktyce oznacza to, że jak chcesz zacząć biegać – tak, wiem, zaczynałeś już 17 razy – to warto wyobrazić sobie zarówno to, co lubisz w bieganiu (uroki poranka, uczucie nakręcenia po biegu, dźwięk uderzania ulubionych butów do biegania o powierzchnię, albo to, jakim wzrokiem będą Cię odprowadzać koleżanki/koledzy, gdy pokażesz im dyplom z półmaratonu) jak i to, co może spowodować, że „tylko ten jeden raz” wstaniesz jednak później, „że sobie darujesz” itp., czyli to wszystko, co może sprawić, że 18 próba zakończy się klapą. I wymyśl, co możesz z tym zrobić. Skoro próbowałeś 17 razy, to pewnie jesteś ekspertem i potrafisz uczyć się na błędach.

mm
Jestem psychologiem (ukończyłem Wydział Psychologii na UW) i psychoterapeutą (Certyfikat Polskiego Stowarzyszenia Neurolingwistycznej Psychoterapii). Staram się pracować krótkoterminowo (do 20 sesji) choć zdaję sobie sprawę, że czasem człowiek potrzebuje czasu.
Przez lata nauczyłem się, że w psychoterapii najważniejsza jest relacja z drugim człowiekiem – aby poczuł, że mimo całego stresu a czasem wstydu jaki przeżywa mówiąc o sobie i o tym z czym przychodzi do gabinetu nieznanego sobie człowieka, mógł poczuć, że tu będzie wysłuchany, zrozumiany, że wspólnie z psychoterapeutą ustali co chce zmieniać i na czym zmiana ma polegać.

2 thoughts on “DLACZEGO WARTO…marzyć rozsądnie

  1. Poza tym przesada w pozytywnym myśleniu może nakręcać sinusoidę u osób o cechach cyklotymicznych czy dwubiegunowych. Zbyt wysoki lot to bolesny upadek, rozczarowanie. Tak rozumiane pozytywne myślenie, w odróżnieniu od zdrowego myślenia (np. RTZ) coś zniekształca, czemuś zaprzecza, ma posmak nieuczciwości wobec samego siebie.

Dodaj komentarz